Symulatorzy

Słynna seria The Sims

W Simsy chyba grał każdy - tej serii nie da się ominąć, prędzej czy później któraś odsłona zawita na komputerze. Albo na konsoli. Albo na kilku innych platformach. Ta seria jest jak rak, dotrze wszędzie. Ostatnio nawet znów był przerzut na Steam.

Kolejne iteracje

Miałam tę niewątpliwą przyjemność stracić czas w każdej wersji tej jakże kultowej serii. Słabo byłoby wrzucić cztery różne wersje do jednego wora, zwłaszcza że różnią się one od siebie diametralnie.

The Sims 1 - początek

Zagrywałam się namiętnie na końcówce bycia podstawówkowym fąflem. To była nowość - możliwość stworzenia domku dla lalek na rzężącym komputrze i radosnym topieniu tych lalek w basenie. Dotarłam do dwóch z siedmiu dodatków, tak więc nie mam pełnego “experience”. Pamiętam jednak jak po kryjomu odpalałam komputr żeby postawić kolejny pudełkowaty dom. Tworzenie Simów i granie nimi było dość upierdliwe (coś co pozostanie ze mną), ich wygląd nie powalał a dzieci nigdy nie dorastały.

Mimo wszystko wspominam tę grę ciepło - za nowatorskość, otworzenie oczu na inną rozrywkę niż zdzieranie kolan na rowerze i zaciekawienie komputrem bardziej.

The Sims 2 - klasyk

Zainteresowanie tym tytułem było o wiele większe. W końcu Symulatorzy byli ładni, dało się im zmieniać fryzury i ciuchy i kolor oczu i…

Nie śmiejcie się, ale w tamtych czasach to było wielkie przeżycie, móc po raz pierwszy zagrać w Simsy 2. Przy instalacji podstawki ruszała też mini-gierka pamięciowa, co dodatkowo nastrajało pozytywnie. Fontanny tryskały już przy instalowaniu, a potem było coraz lepiej :>

O ile z jedynki dodatkowe lokacje nie zapadły mi w pamięć, tak w dwójce trzy pierwsze lokacje ograłam kilkakrotnie. Dalej uważam że Dziwnowo jest the best, chociaż wtedy nie zauważyłam podejrzanego ogrodu na jednej z lokacji…

To od tej części zaczęło się grzebanie w grze, tworzenie marnych dodatków i pierwsze kroki z programami graficznymi. Analiza genetyki i dlaczego dziecko ma znów taką samą twarz jak starsza siostra - bezcenne.

Ta część jest tą do której powracam najczęściej. Możliwe że z nostalgii, ale tym razem jestem uzbrojona we wszelkie łatki i dodatki tak aby pokryć niedoróbki.

The Sims 3 - pudding face

Do trójki nie mogłam się przez dłuuuugi czas przekonać. Zagrałam u koleżanki, komputr dostawał szału przy łażeniu po mieście i stwierdziłam że jak tak to ma wyglądać to ja podziękuję.

Teraz spuściłabym manto samej sobie za fakt że nie skojarzyłam że trzeba mieć trochę więcej zasobów do obliczenia CAŁEJ lokacji i wszystkich Simów niż do jednego domu.

Tak, ta część była kontrowersyjna z powodu “uwolnienia” Symulantów z ich parceli. Ludzie narzekali na słabą wydajność, a gra przy puchnącej ilości dodatków robiła się coraz bardziej kapryśna. Podobno do tej pory komputry mają problem z uruchomieniem gry ze wszystkimi dodatkami, co ma sens biorąc pod uwagę ile opcji ma ta gra.

Część odkupiła się w moich oczach możliwością zmiany koloru dosłownie wszystkiego przy użyciu “color pickera”.

A potem pograłam więcej i znów wylądowała w koszu. Wszystkie Simy wyglądają jakby non stop stołowały się w pobliskim fast foodzie, genetyka nie istnieje (wszystko jest 50-50). CAS też nie rozpieszcza, rozmieszczenie elementów jest dość pokraczne względem poprzedniczki.

No i bugi. Niektóre dość zabawne, a niektóre irytujące. Część da się załatwić modami społecznościowymi, przecież EA nie będzie zniżać się do łatania gier :>

The Sims 4 - Game as a Service?

Najnowsza gra, co do której przyczepię się najbardziej. Ogólnie widać że wydawca dąży do trzymania się tej wersji jak najdłużej. Przykro mi, zapaleńcy Symulantów, piątej części raczej się nie doczekamy.

Wysryw dodatków które nic nie wnoszą, ale kosztują dość ładnie. Game packi, service packi, dodatki do dodatków… Gdyby ktoś mi dziesięć lat temu powiedział że oleję Simsy całkowicie to bym go wyśmiała. Teraz to smutna rzeczywistość.

Bez dodatków ani rusz, tym bardziej jeśli macie tylko podstawową wersję. Pomijam już kontrowersję z brakiem basenów na start, ale to pokazuje jak bardzo chcieli wycisnąć hajs z dzieci.

Simy wyglądają jakby były wykonane z taniego plastiku, fryzury są brzydkie, ciuchy mają ograniczoną ilość wersji kolorystycznych (meble tak samo). Do tego nastąpił powrót na parcele i zamknięcie gracza w śmiesznie małych lokacjach.

Gra jest łatana na bieżąco, co chwali się, ale z drugiej strony trochę ciężko żeby społeczność coś mogła pomóc. Mody i nieoficjalne dodatki z każdym patchem są bowiem wyłączane “dla bezpieczeństwa”. Element sieciowy jest jeszcze mocniejszy niż w trójce, gdzie już wtedy mierziło mnie to i wyłączałam wszelkie udostępnianie. Tu nie ma “opt-in”, startujesz grę i “wszystko zrobi się za ciebie” dla “lepszego experience”.

Jest jednak jedna rzecz którą szczególnie polubiłam. Nie, nie CAS i automagiczne przesuwanie nieistniejących suwaków. Tryb budowania. Przesuwanie całej budowli o jedną kratkę jednym ruchem, coś co nie było możliwe wcześniej. Fajne dachy, skalowanie rzeczy - no po prostu cud miód malina. Tylko wiecie, nie nabudujecie się zbytnio bo liczba parceli jest mocno ograniczona…

Podsumowanie

Seria ma swoje wzloty i upadki. Niektóre rzeczy nie zmieniły się, inne zmieniły się całkowicie. Jedne zmiany były na plus, inne na minus.

Obecnie czekam aż wyjdzie konkurencja dla Simsów, głównie ze względu na brak innowacji, idiotyczne dzielenie treści i wycisk hajsu na każdym kroku. Może wtedy EA ruszy zadek i zrobi coś, od czego żuchwa mi opadnie a portfel się otworzy.